IMG_2963

Blog

31 Sie

Ania i Tomasz

admin / Historia / / 0 Komentarzy

Z Anią poznaliśmy się na Facebooku kilka miesięcy wcześniej. Nic nie zapowiadało naszej współpracy. Pewnego dnia wstałem wcześniej niż zwykle, zaparzyłem kawę i zerknąłem na świecącą diodę na moim telefonie. Numer nieznany, połączenie nieodebrane…oddzwaniam i słyszę: zadzwonię jak będę wolna! Cóż, grzecznie się rozłączyłem i poszedłem na zakupy. Ania zadzwoniła po swojej pracy i nakreśliła mi swoje oczekiwania związane ze zdjęciami. Nowy dom i nowe ściany gotowe na to, aby pomieścić liczne kadry z fotografiami najbliższych były powodem kontaktu ze mną. Miało być czarno i biało, zabrzmiało to trochę złowieszczo, ale po krótkiej chwili Ania wytłumaczyła mi o co chodzi. Piękny dom na obrzeżach Wieliczki urządzony bardzo nowocześnie na ścianach miał przygotowane miejsca na fotografie rodzinne w klimacie B&W. Cieszę się bardzo, że wybór padł na moja osobę. Lubię czernie i biele i chętnie realizuję zlecenia w tej tonacji. Wracając do pleneru, miejsce miało być trochę… dzikie jak temperamenty chłopaków Ani i Tomka😊 Pierwszy pomysł Puszcza Niepołomicka, a jak wiemy pierwsze skojarzenia są najlepsze. Rozpoczęły się przygotowania do sesji. Spotkaliśmy się dwie godziny później na parkingu przy głównej trasie. Puszcza, choć poprzecinana gęstą siecią dróżek leśnych i asfaltowych, choć pełna spacerowiczów, rolkarzy, chodziarzy i biegaczy, spełniła się w tej „dzikiej” roli doskonale. Kadry powstały oczywiście w kolorze, potem można było do woli bawić się ich usuwaniem. Zobaczcie co powstało?…

Kolejne kadry powstawały praktycznie same. Chłopcy mieli tyle energii, że ciężko mi było nadążyć za ich kolejnymi pomysłami na ujęcia. Można by rzec ideał! Niestety trzeba było troszkę ich okiełznać, ponieważ czasem znikali z pola widzenia.

Były czary, lewitacja i liczne sztuczki, na które rodzice patrzyli z sercem na ramieniu…

Cudowne chwile i dobra zabawa musiały kiedyś się skończyć. Dziękuję bardzo Ani i Tomaszowi za zaufanie, chłopcy jesteście wielcy! do zobaczenia następnym razem…